©PRZESTRZEŃ EMPATII 2021
Zaprojektowane przez Natalia Kukuła.

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Polityka prywatności

Newsletter
O mnie

Strona główna

Kontakt

Przestrzeń Empatii 

Temat cyfryzacji wydaje się bardzo ograny i poruszany wszędzie do znudzenia. Chyba już każdy rodzic przeczytał o tym miliony artykułów, zaleceń i książek dotyczących tego ile dziecko może spędzać przed ekranem, ile grać w ulubione gry czy oglądać bajek oraz od jakiego wieku jest to w miarę bezpieczne.

Mimo to, publicyści w Polsce oszaleli na punkcie najnowszej książki Jordana Shapiro "Nowe cyfrowe dzieciństwo." Rekomendacje, które czytam ostatnimi czasy w internecie, recenzje i artykuły rozwodzą się nad tym, jak wspaniała to pozycja. Na samej okładce również zachęcają do jej kupna: "Prowokujące spojrzenie na nowy zdigitalizowny krajobraz dzieciństwa ze wskazówkami, jak się z nim poruszać", "Wiarygodne teorie poparte rzetelnymi badaniami." No cóż, mnie również skusiły i postanowiłam się zapoznać z książką, która zdawała się być totalną rewolucją jeśli chodzi o podejście do tego tematu. Zdawała się...a czym się okazała? Według mnie, mocno średnią pozycją nie dającą żadnych konkretów.

Już na wstępie autor porównuje dzisiejszy cyfrowy świat do froeblowskich ogródków dla dzieci i nazywa je nową "piaskownicą", gdzie dzieci mają szansę rozwijać siebie i swoje zainteresowania. Pisze, że "cyfrowa piaskownica może dać to samo dzieciom żyjącym w usieciowionym świecie." Ale czy rzeczywiście? Czy obserwacje Froebla i przeniesienie ich na sposób organizacji nauki dla dzieci można porównać co dzisiejszej cyfrowej piaskownicy? "Zwykła" zabawa w piaskownicy nie uzależnia, natomiast ta cyfrowa piaskownica jak najbardziej. To podstawowa różnica, o której Shapiro zupełnie nie wspomina. Może dlatego, że jest zdania, iż przedstawianie nadużywania ekranów jako "uzależnienia" jest krzywdzące dla naszych dzieci ponieważ porównujemy to do alkoholu czy narktyków. Nie powołuje się tutaj na żadne badania mówiące o tym, że absolutnie tak nie jest. To tylko jego, niczym nie poparta, kolejna teoria.

Shapiro sięga jeszcze dalej, aż do najstarszych i najbardziej znanych nam filozofów twierdząc, że Sokrates był krytycznie nastawiony do języka pisanego , a w historii ludzkości mamy wiele takich przykładów, gdzie ludzie byli przeciwni postępowi. I to chyba dla wszystkich jest jasne, że zmiana zawsze rodzi opór. Ale autor z uporem maniaka stara się udowodnić czytelnikowi, wyciągając różne przykłady, jak magik z kapelusza. Sięga nie po najnowsze badania dotyczące dzisiejszego wirtualnego świata, jak pada we wszelkich rekomendacjach, ale odwołuje się do tych pośrednio związanych z tematem, którymi mocno pokrętnie tłumaczy swoje teorie. O ile wspomina o jakichkolwiek badaniach mówiących negatywnie o wpływie wirtualnego świata na dzieci, mocno je trywializuje i traktuje je ironicznie. Jednak nie przedstawia żadnych badań, które by JEGO punkt widzenia popierały w jakikolwiek sposób. 

Według mnie jest to książka nadająca się głównie na rynek Stanów Zjednoczonych, ponieważ silny jest kontekst historyczny, do którego odwołuje się Shapiro i realia życia właśnie tam. W końcu szeroko pojęty "postęp" cyfrowy przychodzi do nas właśne stamtąd i życie tamtejszego społeczeństwa w przestrzeni cyfrowej wyglądało zawsze zupełnie inaczej od naszego! Shapiro wspomina rewolucję przemysłową i powstanie paradygmatu podziału "praca-dom", autor zresztą nadużywa dosyć często tego argumentu w swojej książce i czytając ją miałam  wrażenie, że w wielu momentach napisał dokładnie to samo, ale w inny sposób.

Odnośnie wspomnianego podziału to nie widzę w nim nic dziwnego, jednak sami przyznacie, że nie można przyrównać tego do Polski czy Europy. Nasz kontekst historyczny jest zupełnie inny niż w książce Shapiro. Historia Europy, a historia Stanów Zjednoczonych różni się diametralnie i ma to znaczący wpływ na postrzeganie cyfryzacji.

Shapiro obwinia głównie nasze przywiązanie jako rodziców właśnie do tego podziału praca-dom, podczas gdy, jak twierdzi, te granice powinniśmy jak najszybciej zacierać i absolutnie nie dzielić swojego życia na te dwa konteksty. Według niego dzieci na tabletach czy innych ekranach pracują dokładnie tak samo jak my, wypełniając swoje obowiązki z pracy, a rodzinny obiad to przestarzały rytuał nie mający najmniejszego sensu. W swojej książce pisze, że główne obawy rodziców o wirtualny świat opierają się o strach przed wyjściem z tego paradygmatu.

Uważam, że aktualnie następuje weryfikacja jego teorii mówiącej o braku konieczności rozdzielania pracy i domu. Od prawie 2 miesięcy jesteśmy zamknięci w domu i zmuszeni okolicznościami do łączenia pracy z domem. Są też nasze dzieci, które zostały zmuszone do łączenia domu ze szkołą i cyfrowego wykonywania swoich obowiązków. Czy wszystkim przyszło to bez problemów i z pełną zgodą? Ależ oczywiście, że nie! Dla każdego z nas, jak się przekonaliśmy, to oddzielenie pracy od domu jest kwestią zdrowia psychicznego oraz porządnego wykonywania swoich obowiązków, którymi zarabiamy na utrzymanie naszych rodzin. Stąd nie popieram tego przekonania autora o mieszaniu kontekstów i zmianach akurat w tym temacie, tym bardziej, że rodzicielskie lęki związane są bardziej z tym, co może powodować korzystanie z tej cyfrowej piaskownicy, aniżeli samo jej istnienie.

O samej książce mogłabym pisać jeszcze długo, jednak skracając : książka napisana dosyć ciężko, trudno się na niej skupić i podążać tokiem myślenia autora. Do tego wszystkiego, oprócz wyciągniętych prawdziwie HISTORYCZNYCH badań przełożonych na kontekst cyfrowego świata (najbardziej aktualne bodajże z 2007 roku czyli sprzed 13 lat!), brak jakichkolwiek propozycji zmian w kwestii podejścia do niego wobec naszych dzieci... Oprócz JEDNEJ, jedynej rady dla rodziców: graj z dzieckiem, bądź z nim obecny i zaangażuj się w ten świat. Oprócz tego bardzo ogólnie pisze o tym (dosyć dużo), że to zadanie dorosłych, żeby dać "instrukcję obsługi" cyfrowego świata swoim dzieciom oraz przekładać stare wartości na dzisiejszy świat. I to są rzeczy, z którymi akurat absolutnie się z nim zgadzam. Autor niestety nie podaje złotego środka co wtedy, jeśli rodzic zupełnie nie ma na to ochoty ponieważ gry go nie pociągają, podobnie jak ogólnie szerokopojęte ekrany.
 

Wydaje się, że dla dobra dziecka powinniśmy nadążać cały czas za tym cyfrowym światem i być na bieżąco, to przekazuje nam Shapiro. I teoretycznie zgadzam się ponieważ również staram się oglądać w co i jak grają moje dzieci czy co robią na ekranach, angażować się w fabułę i rozmawiać z nimi na ten temat. Jednak często zupełnie mnie to nie interesuje i tutaj powstaje pytanie: co z naszymi, rodzicielskimi granicami? Mamy je naginać, naciągać? Jak daleko możemy się posunąć w walce o dobro dziecka?

Książka podzielona jest na 4 części: MY, DOM, SZKOŁA, SPOŁECZEŃSTWO. Z nich wszystkich najbardziej sensowna wydaje się część dotycząca szkoły, jednak tam również znajdziecie tylko zalecenia Shapiro jak powinno to wyglądać, natomiast brak jest pomysłów co do realizacji. Niektóre rzeczy naprawdę zaskakują w tej książce (mnie osobiście na minus), ale to już zostawiam do odkrycia Wam. 

Podsumowując, "Nowe cyfrowe dzieciństwo" trochę mnie zawiodło. Niemniej, rozumiem podejście autora i ogólnie rzecz biorąc, częściowo je popieram. Jednak samą książkę uważam za przerost formy nad treścią. 

Kilka cytatów z książki:
"Rodzic, który się boi, staje się nieumiejącym się bawić, wiecznie narzekającym nudziarzem"


"W moim domu podczas posiłków nie korzystamy z urządzeń mobilnych. Ale wspólny stół nie stanowi centrum naszego życia rodzinnego. Każdy z domowników spędza w ciągu dnia więcej czasu przed ekranem, nierzadko z kontrolerem do gier w dłoni."

"Jest to podstawowa przyczyna lęków towarzyszących urządzeniom mobilnym- jego źródłem jest nie technologia, ale raczej dyskomfort wynikający z faktu, że granica oddzielająca sferę domową od sfery zawodowej jest coraz mniej przejrzysta. Podobnie jak Engelhardt, rodzice nie lubią, gdy prywatny, kontrolowalny świat domu rodzinnego styka się z przerażającym, nieprzewidywalntm chaosem świata zewnętrznego. Podłączone do internetu urządzenia cyfrowe nasilają w dorosłych stres, ponieważ, paradoksalnie, ułatwiają nawiązanie bardzo prywatnego, osobistego kontaktu właśnie ze światem zewnętrznym"

"Większość ekspertów, praktyków i dziennikarzy właśnie dlatego opowiada się za wytyczeniem wyraźnych granic i utrzymaniem równowagi między różnymi aktywnościami - niestety są to wychodzące z błędnych założeń próby zatrzymania nieodwracalnego procesu rozmywania się tych przestrzeni."

"Podział na dom oraz pracę stanie się zbędny, nie pomoże naszym dzieciom w przygotowaniu się do dorosłego życia we współczesnym świecie."

"Widzę tu echa myślenia rodem z epoki wiktoriańskiej: najwazniejszy jest umiar i samokontrola! Problem polega na tym, że te czasy są już dawno za nami."

 

Nie bez powodu "Nowe cyfrowe dzieciństwo" chcę porównać z książką Andersa Hansena "Wyloguj swój mózg". Ta pozycja to prawdziwa petarda! Już pierwsze kilka stron robi wrażenie:

Porównanie generacji do kropek to strzał w dziesiątkę! To już na wstępie daje nam świadomość tego, z czym mamy do czynienia. Mianowicie: ewolucja nie przygotowała nas, a przede wszystkim nie dostosowała naszych mózgów do tego, żeby żyć w dzisiejszym, głównie wirtualnym świecie. Patrząc na liczbę kropek dobitnie zdajemy sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy w stanie w tak krótkim czasie ogarnąć zmian, jakie zaszły. Autor świetnie wprowadza nas w temat pisząc jak wyglądało od początku przystosowanie naszego mózgu do świata, w którym funkcjonowali ludzie.

Książka jest napisana lekko i bardzo szybko się ją czyta. Napakowana jest odwołaniami do badań naukowych (tym razem naprawdę aktualnych!), opisanych w bardzo przystępny sposób. Autor odwołuje się do mediów społecznościowych oraz schematów, w jakich działamy korzystając z nich głównie na telefonach komórkowych. Niektóre wyniki badań jeżą włosy na głowie, a człowiek niestety się w nich odnajduje...
 

Hansen w większości pisze o dorosłych, jednakże pojawiają sie także wstawki o młodzieży, szczególnie o nastolatkach, ale także o dzieciach. To prawdziwa książka popularno-naukowa, która daje też wiele wskazówek i rozwiązań. Poparta badaniami dotyczącymi neurobiologii, ale nie tylko.

Zamiast pisać dalej o wszystkich wskazówkach, jakie autor zaleca, wrzucam Wam genialną pigułkę, która znajduje się na końcu książki. Serdecznie polecam, podobnie jak książkę! Kieruję się pewnymi wskazówkami już jakiś czas i muszę przyznać, że czuję dużą różnicę jeśli chodzi o higienę snu czy moje ogólne samopoczucie:

Jak zapewne już się zorientowaliście, tę książkę zdecydowanie Wam polecam. Znajdziecie w niej wiele ciekawych badań oraz zrównoważone spojrzenie na kwestię cyfrowego świata. Hansen pisze o pozytywach, jak i negatywach twierdząc, że podobnie jak we wszystkim, tutaj też potrzebny jest umiar. Czyli w przeciwieństwie do Shapiro, namawia nas do zachowania pewnych norm i granic jeśli chodzi o pozwalanie sobie na korzystanie z niego. Co najlepsze, najbardziej zwraca uwagę na korzystanie z internetu czy komórki przez dorosłych, którzy przecież dają przykład swoim dzieciom. I tutaj również zgodzę się z nim bo to stara prawda: dzieci będą korzystały w tych narzędzi w taki sposób, jaki my, dorośli, im pokażemy. 

"W jaki sposób zajmujemy możliwie najwięcej twojego czasu i świadomej uwagi? Wykorzystaliśmy słaby punkt ludzkiej psychologii. Dajemy Ci działeczkę dopaminy."

Sean Parker, były dyrektor zarządzajacy i członek rady nadzorczej Facebooka

 

"Nowe cyfrowe dzieciństwo"  
vs.
"Wyloguj swój mózg" 
04 maja 2020